GC#101 Ancient Corinth (Grecja)


Aby zachować chronologię naszych znalezisk, przeskoczę nieco do innego dnia gdzie wybraliśmy się na oddzielną wyprawę do Starożytnego Koryntu. Pogoda jak zwykle nam "sprzyjała" - 36 stopni w cieniu. Chociaż miejsce docelowe znajduje się o kilka kilometrów dalej niż zwiedzany wcześniej Korynt, to jednak nie zalecałbym pieszej wędrówki w tak słoneczną pogodę gdyż droga w większości prowadzi pod górkę. Kiedy już dojeżdżaliśmy na miejsce zauważyliśmy górę (około 575 m n.p.m), która przykuwa uwagę z daleka - to Akrokorynt, ze słynną w greckim świecie świątynią Afrodyty, w której miały miejsce praktyki sakralnej prostytucji. Po dotarciu do miejsca docelowego, zabraliśmy się najpierw za zwiedzanie. Bilet kosztował nas 6 euro za osobę. Na terenie muzeum znajdują się odkrywki archeologiczne m.in. pozostałości doryckiej świątyni Apollina, wzniesionej około 540 r p.n.e. Muzeum jest również pełne ciekawych znalezisk, więc zwiedzający mają okazję zobaczyć coś więcej niż tylko "kamieni kupa". Nie obyło się również bez upominania przez osoby dozorujące teren, ponieważ na terenie był zakaz robienia zdjęć przy użyciu statywu (co nie zmienia faktu, że jednego "selfika" udało nam się ze statywu cyknąć, wykorzystując nieuwagę obsługi, która chowała się w cieniu pod drzewem). Kiedy już zobaczyliśmy wszystko, zabraliśmy się za szukanie skrzyneczki, która w teorii znajduje się na terenie muzeum, ale jest dostępna zza płotu, więc można podjąć nawet bez wchodzenia do środka. W dziurze muru schowany był pojemnik o symbolu GC50HNB, którego początkowo szukałem, kiedy byliśmy na terenie muzeum - wychodząc poza wyznaczony do zwiedzania obszar (gdyby widziała to obsługa, pewnie dostałbym dożywotni zakaz zwiedzania zabytków w Grecji), ale wszystko sprawnie udało się zrobić i udaliśmy się na jedyny przystanek, z którego miał nas zabrać jedyny autobus jeszcze przed dwugodzinną przerwą. Po drodze jeszcze przyjrzeliśmy się miejscu gdzie niegdyś św. Paweł czytał swe listy. Bus spóźnił się jakieś 15 minut - jak na greckie warunki, myślę że do zaakceptowania.














GC#100 The richness of Efyra (Grecja)


Kolejny dzień naszego urlopu mija leniwie, a zarazem aktywnie. Nie zabrakło oczywiście "plażingu" z książką w tle, jako codziennego rytuału wakacyjnego odpoczynku. 36 stopniowe, codzienne upały nie pozwalają nam jednak bezczynnie siedzieć tylko w jednym miejscu, więc przyszedł i dzień kolejny na rozruszanie się. Pisząc tego posta, aktualnie przeżywamy w Polsce podobne ocieplenie, więc łatwiej takowy spacer się wspomina. Postanawiamy udać się do Nowego Koryntu, który znajduje się jakieś kilka kilometrów od Loutraki. To co chcieliśmy zobaczyć po drodze, to napewno zatapiany most przy Kanale Korynckim. O samym kanale opiszę więcej później, ponieważ jeden dzień poświęcamy właśnie na sesję "selfików" w jego ciekawszej części po drugiej stronie. Wracając do sedna sprawy w końcu docieramy do owego zatapianego mostu. Zanim jednak przejdziemy na jego drugą stronę, w poszukiwaniu kesza zatrzymuje nas szlaban - brak przejścia - most wkrótce pójdzie na dno. Szczerze, to pierwszy raz spotkaliśmy się z tego typu konstrukcją. Samo zatapianie trochę trwa, więc zanim przeszliśmy na drugą stronę minęło trochę czasu. Most podniesiony, udajemy się więc dalej w poszukiwaniu skrytki bo GPS nam mówi, że pozostało nam jakieś 200 metrów. Po chwili szperania, przerzedzenia krzaczorów, udaje nam się znaleźć pod kamieniem GC4W9A3 (nasz setny cache). Skrzynka to słoiczek po kawie. Początkowo myślałem, że to śmieć i zamiast podjąć od razu to wtykałem ręce gdzieś, gdzie rosły osty. No cóż, ważne że jest. Wpisujemy się i spacerkiem dalej do Koryntu. Woda w plecaku się kończy, a żołądki zaczynają przemawiać. Nie zwlekamy więc, bo już niedaleko. 










GC#99 Loutraki Waterfalls (Grecja)


Kontynuując lipcowy urlop, zastanawiamy się, gdzie moglibyśmy tym razem wyruszyć. Nie planujemy nigdy takich wyjazdów kilka miesięcy wcześniej, tylko czekamy do ostatniej chwili na ewentualnego "lasta" lub wybieramy się gdzieś indywidualnie. Jedyne co zrobiliśmy to zawęziliśmy listę miejsc, które chcielibyśmy odwiedzić do minimum i zaczęliśmy wyszukiwanie. 15 lipca w środę, udało nam się chwycić naprawdę tanią ofertę do Grecji na Peloponez z wylotem z Katowic, już w najbliższą sobotę, więc chwila namysłu i rezerwujemy. Trafiło tym razem na kurort znajdujący się w miejscowości Loutraki. Przed samym wylotem oczywiście, offline'owo dodaliśmy sobie kilka miejsc, które można zwiedzić inaczej niż przyziemni turyści :). Kiedy już byliśmy na miejsce, wypoczynek wzbogaciliśmy o trochę ruchu, udając się do pierwszej wybranej przez nas skrzyneczki o symbolu GC5BG6E. Chciałbym w tym miejscu wspomnieć, że to dopiero nasza druga skrzyneczka znaleziona w Grecji. Znajdowała się ona w dość ciekawym miejscu, przy tytułowych wodospadach. Niby sztuczne, ale mają swój urok. U dołu znajduje się restauracja/kawiarnia, która ma swój charakterystyczny klimacik wieczorem, ponieważ wodospad jest wtedy podświetlony, więc miejsce wygląda zupełnie inaczej niż za dnia. Podczas podejmowania kesza, nikt nam nie przeszkadzał, ludzi praktycznie o tej porze nie było, ponieważ wszyscy wychodzili dopiero wieczorem. Pojemniczek, znaleziony, odłożony - więcej niech opiszą zdjęcia. Przed nami zapowiadał się ciekawy urlop (z greckim kryzysem w tle - bardziej nagłośnionym przez media, niż w rzeczywistości mogłoby się wydawać).














GC#98 Gliwice - Pomnik Czołgu


Do kolejnego kesza udajemy się z przysłowiowego "buta". Kordy prowadzą nas na plac przy ulicy Jasnogórskiej, gdzie obok sądu stoi pomnik - najprawdziwszy czołg, nie żadna atrapa, lecz oryginalny, radziecki pojazd z okresu II wojny światowej. Jak informuje tablica umieszczona pod czołgiem, przeszedł on szlak bojowy od Berdyczowa po Drezno. 12.08.1945 brał udział w defiladzie na Placu Krakowskim w Gliwicach, a dziś opiekują się nim uczniowie Gimnazjum nr 3. Krótko o historii, natomiast jeśli chodzi o podjęcie kesza to nie było już tak kolorowo i spędziliśmy przy pomniku dobre pół godziny. Wykorzystując dogodną sytuację, zabieram(y) się za szukanie pojemnika, który ponoć umieszczony jest gdzieś między kołami. Szukanie musieliśmy przerywać kilkukrotnie z powodu przechodniów. Jeden nawet ciekawski podszedł do mnie i mówi: "Panie tam w środku już nic nie ma...", na co odpowiedziałem, że interesują mnie podwozia czołgów i robię kilka zdjęć, ponieważ takiego jeszcze nie posiadam. Człowiek dziwnie na mnie spojrzał, ale zauważył aparat na mojej szyi i dał sobie spokój z dalszymi pytaniami. Kiedy ludzie się zbierali, zaczęliśmy fotografować z nudów gołębie, aż tu nagle zjawił się człowiek przy czołgu z komórką - geocacher naszego pokroju. Podszedłem do niego i mówię: "Jest gdzieś przy kole...", jak się jednak okazało, znajduje się tam również pojemnik z innego serwisu, więc sympatyczny człowiek, po przedstawieniu się oznajmił mi, że tamten już znalazł i nie minęło kilka chwil i wyciągnął ten drugi, mówiąc, że skrzynka, której szukamy znajduje się prawdopodobnie po drugiej stronie, jednak nie ma pewności gdzie dokładnie. Dziękując mu i żegnając się z nim, zabieram się za ponowne szperanie. Jednak przydałyby, się tu małe, chińskie rączki (niestety żona nie chciała użyczyć swoich), więc musiałem poradzić sobie swoimi dużymi. Praktycznie cały wszedłem pod gąsienicę, nerwowo czekając aż wyciągnie mnie za chwilę jakiś strażnik miejski lub policjant. Tak się jednak nie stało, bo nagle moje ubrudzone łapy wyciągają GC4TNVG. Zadowolony udaję się na pobliską ławkę, by dokonać wpisu. Na szczęście woda, którą kupiliśmy po drodze (wcześniej jedliśmy na rynku pietruszkowe lody, po których chciało mi się pić) przydała się do obmycia i już z czystą ręką i czystym sumieniem mogłem odłożyć pudełeczko i pomknąć dalej.







GC#97 VvDv01 "Hotel" Sobieskiego / GFS


Z dniem 6 lipca rozpoczęliśmy z żoną trzytygodniowy urlop. Służbowy telefon zamknięty w szufladzie i można zacząć wypoczynek. Zanim jednak wyruszymy gdzieś dalej, pozostaje zawsze (jak to bywa podczas urlopu) pozałatwianie kilku prywatnych spraw, co oczywiście w naszym przypadku przekłada się na przeszukanie okolicznych miejscówek. Tak się składa, że w jednym z wolnych dni udajemy się do Gliwic aby tam na spokojnie urządzić sobie niezobowiązujący do niczego spacer. Zaczynamy od tutejszego "pajączka", gdzie podobno ukryta jest skrzyneczka o symbolu GC3P138, znajdująca się na terenie Klasztoru Redemptorystów, przy kościele Podwyższenia Krzyża Świętego, który został zbudowany prawdopodobnie około 1500 roku. Co ciekawe - na co wskazuje tytuł skrzynki - w 1683 roku, w klasztorze zatrzymał się król Jan III Sobieski podczas wyprawy pod Wiedeń. Na pamiątkę swojego pobytu posadził kilka lip, z których ostatnia rosła do 1929 roku (dziś niestety "nie ma lipy..." ). Po kilka informacji odsyłam na stronę parafii. Kesza podejmowaliśmy we wtorek, więc ruch był znikomy, chociaż trwała chyba msza. GPS, trochę zaświrował, ale intuicyjnie udało się spod parapetu go wymacać, lecz o mały włos,  zostaliśmy zauważeni przez miejscowego zakonnika, ale tylko się z nami przywitał i wrócił do swoich obowiązków. Kesz należy do teamu GFS, a dziesięć skrzynek z tego projektu rozrzuconych jest na trasie między Gliwicami, a Rudami Raciborskimi. Znalezienie wszystkich, i odczytanie kodów z poszczególnych, pozwoli dotrzeć do finałowej skrzynki.  My oczywiście zapomnieliśmy całkiem o odpisaniu kodu... goddamn it :)







GC#96 Trail More Or Less Around Zabrze - #31

Kończąc wspomnianą we wcześniejszym poście wycieczkę rowerową, trasę powrotną ustawiamy sobie w taki sposób, aby zawitać do jednej ze skrzynek zabrzańskiego "traila". Wspomniany cache jest jednym z wielu na szlaku, więc my przywłaszczamy sobie do kolekcji kawałek. Szybko i skutecznie, czekając na przejazd innych rowerzystów i pieszych w okolicy, przebiegam na drugą stronę jezdni, by podjąć równie szybko, przyziemną "probówkę" oznaczoną symbolem GC577X8. Podpowiedź nam mówi - Zaborze Południe, lecz niestety chyba skrzyneczka nie trzymała się pierwotnego miejsca. No cóż odłożyliśmy w to samo miejsce i do domu. Koniec maja przed pracowitym czerwcem. Pisząc to wróciliśmy niedawno z wakacji - urlop jeszcze trwa, więc nadrabiamy zaległości tu i tam. A trzeba przyznać, że udało nam się odwiedzić kilka naprawdę ciekawych miejsc, o których wspomnę już niebawem.